Za kanapę wpadł mały plastikowy piesek. Zosia alarmuje, więc skradam się do kanapy z dłonią rozczapierzoną i głosem pełnym patosu nadaję:
- Leci helikopter, misja ratunkowa, nie bój się piesku, zaraz będziesz woooolnyyyy!!!!!
Dziecko zniesmaczone:
- Mama, no nie no!!!! - i pobiegła do siebie.
Porażka myślę, wyśmiała mnie. Matka... że zamiast po prostu wyjąć... Patrzę a ona leci z zabawkowym helikopterem, zapałem w oczach i już zdyszana i szczęśliwa, łapie mnie za rękę w kierunku kanapy:
- No, mama!!! i-jo, i-jo!!!!!
Zabawy była długa chwila, piesek kilkukrotnie ugrzązł w kanionie.
Kocham.
My ratujemy wozem strażackim koty i lisy, które wciąż i wciąż nie uczą się na błędach i wdrapują bezrefleksyjnie na dachy najwyższych wieżowców świata :)
OdpowiedzUsuńSerdeczności! Natalia T.
Kocham!!! Serdeczności :*
OdpowiedzUsuń